CAŁA PRAWDA O FUNDACJACH PRO ZWIERZĘCYCH

« wróć

TAK DZIAŁAJĄ FUNDACJE - CZY JESTEŚ ŚWIADOMY KOMU PRZEKAZUJESZ SWÓJ 1%

Podczas naszej intensywnej działalności w świecie kynologicznym zetknęliśmy się z patologiami. Z początku z wynaturzeniem związanym z fundacjami, które w majestacie prawa tj. ustawy o ochronie zwierząt zrobiły sobie "business życia" , polegający na…

               Historia dotyczy hodowcy, który stał się ofiarą bezdusznych osób, poświęcających wiele by uzyskać profity finansowe bez zwracania uwagi na dobro zwierząt i ludzi. Byli tak zdeterminowani, że nikt i nic nie były w stanie ich powstrzymać przed karygodną działalnością.

Pogodna, styczniowa niedziela. Pod adres gdzie znajduje się hodowla podjeżdżają samochody fundacji, z których wychodzą jej przedstawiciele. Machają legitymacjami (prawie jak policja), popychają żonę hodowcy, która była wówczas w siódmym miesiącu ciąży. Krzyczą, że jest to kontrola dobrostanu zwierząt i że muszą obejrzeć całe gospodarstwo bo jest tu podejrzenie „prawie że zbrodni” dokonywanej na psach.
Hodowca w dobrej wierze pokazuje miejsca chowu, oprowadza wszystkie zainteresowane osoby aby wykluczyć nieprawidłowości.

Nie ma do czego się przyczepić ? Panie „kontrolerki” znajdą byle pretekst - w jednym pomieszczeniu temperatura jest za niska (w czasie procesu udowodniliśmy że się myliły) i trzeba wszystkie psy zabrać.
                                       Młody człowiek poddaje się presji - oddaje psy

Po dwóch dniach dostajemy pismo, z fundacji ,że odbyła się interwencja i odebrano zwierzęta.



Wyróżniłem specjalnie teks i zwracam uwagę na cytat "WAŻNE... " , aby uświadomić Państwa po co takie dane fundacji ? - chyba że ktoś planuje założyć hodowle i rozmnażać psy lub sprzedać je dalej z zamiarem chowu. 
( na to pytanie odpowiedzcie sobie sami )

Dzwonimy do hodowcy, który płacze do słuchawki i relacjonuje swoją wersję wydarzeń.
Z początku nawet bał się nas poinformować o tym co się stało, tak był zastraszony.
Po zapoznaniu się z pismem i wersją hodowcy dzwonimy do Powiatowego Lekarza Weterynarii, chcemy się dowiedzieć czy cokolwiek wie o tej sprawie.

A tu niespodzianka: lekarz przedstawia całą sytuację w sposób niemalże identyczny jak wcześniej hodowca.
Szok… Co to ma znaczyć ? Zadajemy sobie pytanie, nie mając pojęcia na co trafiliśmy.
Wsiadamy w samochód i jedziemy 250 km. Podczas drogi dzwonimy do Pani doktor z powiatu i prosimy aby, jeśli to możliwe, spotkała się z nami w hodowli.
Docieramy po trzech godzinach, Pani doktor już na nas czeka i zaczyna opowiadać historię , która nie ma prawa się wydarzyć w normalnym kraju.
Idziemy obejrzeć hodowlę, wszędzie bardzo dobre warunki, co do których nie można mieć zarzutów.
Pani doktor zrelacjonowała nam to jak przedstawiciele fundacji wtargnęli, robiąc awanturę, nagonkę, brankę… nie wiem jak to w ogóle nazwać.     (MASZ CZUĆ PRESJĘ BO MY TU RZĄDZIMY – coś w tym stylu). Czuli się tak pewni siebie, że nawet ją ( przyp. Lekarz powiatowy ) popychali i powiedzieli żeby nie podskakiwała bo wiedzą, że hoduje koty i mogą też wykonać u niej kontrolę.
Zapytałem hodowcę o to czy coś podpisywał. Na szczęście nie (Jeśli podpisze się dokument, w którym dobrowolnie zrzekamy się prawa do posiadania zwierząt to już nic nie da się zrobić, nawet na drodze prawej). Kontaktujemy się z naszym prawnikiem i zaczynamy działać.
               Nawiązujemy kontakt z organem, który wydaje decyzję o ewentualnym odbiorze zwierząt, w tym przypadku jest to burmistrz. Dowiadujemy się że decyzja jest pozytywna dla hodowcy i psy powinny wrócić na teren hodowli.

I tu zaczyna się cała historia.

Okazuje się ze psy zostały podobno przekazane „gdzieś” (Gdzie konkretnie? Tego nie ustaliliśmy nawet podczas procesu).
Prawdopodobnie Pani  Prezes Fundacji  , nie chciała ujawnić, że psy zostały już dawno sprzedane… przepraszam adoptowane (????) (tak dziś handlują psami fundacje – umowy adopcyjne). Wystarczy zdjęcia psów umieścić w mediach społecznościowych z opisem, z którego wynika, że odebrali pieski z patologii, że są bardzo chore itd… i potrzebują wsparcia na leczenie.
My, Polacy, mamy dobre serca, jesteśmy pewni, że przekazaliśmy niemałe pieniądze niby na leczenie psa. A warto nadmienić, że tylko z tej hodowli odebrano ich czternaście.

               Przyjmijmy, że na leczenie jednego z nich udało się zebrać tysiąc złotych. Daje to czternaście tysięcy tylko za artykuł w sieci.
Po co, ludzie, pracujecie? Otwierajcie fundacje, kupcie dobry aparat i szmal sam płynie, a jak macie układ ze schroniskiem to jeszcze za każdy dzień pobytu tam jednego psa wpada wam darmo 15 złotych (oczywiście w świetle prawa i z naszych podatków – opis jak to się robi wkrótce w nowy materiale ). Żyć, nie umierać, bo jeszcze będą was chwalić że tak sprawnie pomagacie.

Ok, wracam do meritum sprawy.
Prawnicy przygotowują dokumentację, ta trafia do prokuratury, która reaguje bardzo szybko i pewnie sama przeciera oczy ze zdumienia, orientując się w tym co jest grane.
               Sprawa trafia na wokandę. Straty hodowcy wynoszą 44.800 PLN.
Rusza proces, w którym udowadniamy całą patologię i sprawa kończy się sukcesem. Hodowca odzyskuje co prawda tylko 15.000 ponieważ miał już dość psychicznie całej sytuacji i wyraził zgodę na tą kwotę w ramach ugody – my doradzaliśmy aby nie odpuszczał.( Mimo ugody Pani Prezes dalej nie spłacała zasądzonej należności i musiał je odzyskać komornik po zajęciu Pani prezes mieszkania). Oczywiście Gwiazda pokrywa wszystkie koszty procesu.









 Od początku do końca sprawy upłynęło 15 miesięcy. Psy się nie znalazły, ale przynajmniej jedna pani z drugą zastanowią się czy warto okradać uczciwych ludzi. A może i się nie zastanowią, bo już mamy informacje o następnych fundacjach… będziemy patrzeć im na ręce i reagować w razie każdej krzywdy, która dotknie naszych hodowców.

W rejonie gdzie doszło do tego przestępstwa ,które udowodniliśmy i gdy sprawa ujrzała światło dzienne nie został żadnemu z naszych hodowców zabrany ani 1 pies więcej.

               Członkowie naszego stowarzyszenia wiedzą już dziś jakie są ich prawa i na pewno teraz łatwo nikt im psów bezpodstawnie nie zabierze.
Oczywiście jest masa dobrych fundacji, która pomaga i my będziemy też aktywnie wspierać je w walce z takimi przypadkami gdzie dobrostan zwierząt jest zagrożony.
Prośba do społeczeństwa, o weryfikację komu przekazują datki i czy jest to sprawdzona i rzetelna fundacja… uważajcie przede wszystkim na te organizacje, których profil na facebooku aktywnie żyje podczas okresu przekazywania 1%.
Zebrane środki finansowe przez te "pseudo fundacje" są przeznaczane późnej na przeciąganie spraw w sądach , adwokatów , zaprzyjaźnione media w celu promocji jak oni dobrze działają i jak pomagają biednym zwierzątkom. Niejednokrotnie układy lokalne uniemożliwiają dotarcie do prawdy. Sprawy trwają długo…a oni grasują dalej.


( wystarczy w google wpisać np."przekręty organizacji prozwierzęcych" i poczytać zanim przekażesz swój podatek ).

Przykładowe linki do stron z opisami przekrętów :

http://chodziez.naszemiasto.pl/artykul/mowi-zabrali-mi-trzy-psy-i-trzy-koty-mieli-ku-temu-powody,4092921,art,t,id,tm.html

https://jarek-kefir.org/2018/01/31/uwaga-falszywe-organizacje-prozwierzece-porywaja-psy-by-zarabiac-na-nich/

Na wasze komentarze czekamy na profilu https://www.facebook.com/osprkennelclub/posts/1424728960965157



 W następnym artykule opiszemy i pokażemy materiał filmowy nakręcony jak robi się biznes na niewiedzy ludzi którzy w dobrej wierze kupują niby psa rasowego z „rodowodem” wystawianym na miejscu które trudno nazwać stowarzyszeniem kynologicznym.
Otwórz sobie stowarzyszenie „kynologiczne” i rejestruj kundelki, drukuj rodowody , fałszuj dokumenty , nie płać podatków  - kasa się kręci.
Doradzimy osobom co powinny oczekiwać w szanującym się stowarzyszeniu i hodowlach, aby zakupić zdrowego i rasowego przyjaciela na długie lata a nie problem za który nikt nie będzie odpowiadał.
( Materiał w trakcie przygotowania ).